Co ja do jasnej cholery zrobiłam ze
swoim życiem? Dlaczego w ogóle zgodziłam się przylecieć do tego przeklętego
Londynu na te cholerne święta?! Przerabiałam ten temat w swojej głowie już
setki razy, ale w dalszym ciągu nie potrafiłam znaleźć racjonalnej odpowiedzi.
Nie wspominając już o tym, że nikt inny nie mógł mi jej udzielić. Siedziałam
więc na potwornie niewygodnych, metalowych krzesełkach w hali odlotów i
czekałam. Jeszcze ponad pięć godzin do samolotu, którym miałam się zabrać do
mojego rodzinnego miasta. Co chwila nerwowo zerkałam na wyświetlacz mojego
telefonu. Niewiele brakowało, by bateria się rozładowała. Co kilka chwil
urządzenie wibrowało niespokojnie. Później przychodziły wiadomości tekstowe.
Każda miała mniej więcej podobną treść: Julka,
gdzie ty się podziewasz?! lub Juls,
nie wygłupiaj się! Pisali wszyscy za wyjątkiem Horana. No tak, powinnam się
tego spodziewać, prawda?
Próbując odciągnąć swoje myśli,
zaczęłam odliczać w myślach. Najpierw do stu, później do tysiąca, aż wreszcie
zanosiło się, iż dotrę do miliona. Przeklęty czas jak na złość nie chciał
płynąć szybciej. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie odwiedzić toalety w
celu zmiany ubrania. W tej sukience oraz wysokich butach rzucałam się w oczy.
Na całe szczęście w hali nie było zbyt wielu oczekujących na samoloty.
Większość w tej właśnie chwili zalewała się w trupa, dobrze bawiąc się na
noworocznej imprezie.
-
Julka! Ty skończona idiotko, czy ty w ogóle masz rozum?! – Znajomy głos odezwał
się tuż przy moim uchu, kiedy tonęłam w silnym uścisku męskich ramion. Z
początku próbowałam się wyrwać. Dopiero po minucie dotarło do mnie, że nic mi
nie grozi.
-
Harry? Co ty tutaj robisz? – Zapytałam, odsuwając się nieco od kędzierzawego. W
jego oczach widziałam prawdziwy strach. Krawat był luźno zawiązany, guziki przy
kołnierzu rozpięte, a pod lewym okiem widniała czerwona szrama. Ktoś musiał mu
przyłożyć i nawet nie próbowałam się domyślać, kim była owa osoba.
-
Uświadamiam ci, że jesteś głupia.
-
Dzięki za miłe słowa – odburknęłam, ocierając samotną łzę. Powtarzałam sobie,
że przecież nie mogę już płakać. To nic takiego. Moje serce zostało wyrwane z
piersi i rozdeptane. Właściwie mogłam pokusić się o stwierdzenie, że czułam się
w tamtej chwili zdecydowanie gorzej niż po rozstaniu z Harrym. Musiałam wziąć
się w garść. – Styles, co tutaj robisz?
Kędzierzawy nerwowo zagryzł dolną
wargę. Przez krótką chwilę bawił się zamkiem swojej kurtki.
-
Nie wyjeżdżaj – poprosił, znów patrząc mi prosto w oczy. Pokręciłam głową na
znak, że nie mam zamiaru spełniać jego prośby. – Juls, nie robię tego dla
siebie. W dalszym ciągu jesteś dla mnie wszystkim, ale do miłości ciebie nie
zmuszę. Głupio zrobiłaś tak uciekając i nie odbierając telefonu.
-
Nie pouczaj mnie.
-
Ktoś musi, Juls! – Kędzierzawy powoli tracił panowanie nad sobą. Jego dłonie
mocno zaciśnięte były teraz na moich ramionach. – Horan zwyczajnie nie był
gotowy. Twoje wyznanie nieco go zaskoczyło. Musisz…
-
Nic nie muszę, Styles – prychnęłam, próbując tym samym w jakiś sposób
zniechęcić go do rozmowy ze mną. Zerknęłam szybko na zegarek. Jeszcze tylko
godzina. Miałam nadzieję, że za chwilę rozpocznie się odprawa. – Jedyne czego
chcę, to wsiąść w samolot do domu.
-
Uciekasz.
-
Wydaje ci się.
-
Julia, dobrze cię znam.
Gdyby mnie znał, to wiedziałby, iż nie
wrócę do ich posiadłości. Nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek.
Potrzebowałam czasu by oswoić się z myślą, że zostałam odrzucona. Zakochałam
się. Otworzyłam swoje serce, a mój najlepszy przyjaciel mnie zawiódł.
Niepotrzebnie chociaż przez chwilę pomyślałam, że wyznanie może zmienić
cokolwiek. Uwierzyłam! Czułam, że Eleonor wie coś więcej i do ostatniej chwili
nadzieja mnie nie opuszczała.
-
Nie znasz mnie, Harry – uśmiechnęłam się z politowaniem. Po krótkiej chwili z
głośników popłynęła informacja o odprawie dla pasażerów mojego lotu. – Żegnaj.
Ruszyłam w stronę bramki, przy której
stała stewardessa. Jeszcze tylko kilka kroków dzieliło mnie od powrotu do
szarej, smutnej rzeczywistości. Rządziły mną sprzeczne emocje. Nie chciałam tam
wracać. Z drugiej strony Londyn stał się w kilka chwil miejscem zupełnie obcym,
w którym nie czułam się dobrze.
-
Jakie żegnaj?! – Kędzierzawy znów
zastąpił mi drogę. Przewróciłam oczami. Jak zwykle nie potrafił odpuścić. –
Julia, nie możesz wyjechać i nas zostawić. Ty nic nie rozumiesz! Dzięki tobie w
nasz zespół wstąpiła nowa energia. Lou i Liam porzucili plany wyprowadzenia
się. Zostań, błagam…
Przyznać muszę, że przez krótką chwilę
miałam ochotę wycofać się ze swojego pomysłu. Bo przecież w domu nic dobrego na mnie nie czekało i
mogłam powtarzać to aż do znudzenia. Dlaczego nikt nawet słowem nie wspomniał,
że między nimi jest źle? Rozumiem, pewnie nie chcieli mnie martwić, ale
przyjaciółce można mówić o takich sprawach. To utwierdziło mnie jeszcze
bardziej w przekonaniu, iż nie zasługuję na znajomość z nimi. Ewentualnie na
odwrót.
Wyminęłam Stylesa, podając po chwili
stewardessie mój paszport.
-
Żegnaj Haz.
-
Wyjechała?
-
Tak.
-
Idiota ze mnie.
-
Ogromny.
-
Louis, muszę ją odnaleźć.
-
Adres znasz, ale lepiej byś sobie darował. Stchórzyłeś, pozwoliłeś jej wsiąść
do tego przeklętego samolotu, a na dodatek pozwoliłeś Stylesowi spróbować
wszystko załatwić. Dobrze wiesz, że on knoci wszystko, czego tylko się tknie.
-
Miły jesteś.
-
Oj Harry, nie miej mi tego za złe. Mówię tylko to, co zdołałem już
zaobserwować.
-
Powinienem do niej zadzwonić.
-
Niall, przestań wałkować temat. Zapomnij. Julia pewnie już to zrobiła.
-
A co, jeśli nie potrafię? A co, jeśli ją kocham?
-
Wybacz Horan, ale twoje zachowanie przeczyło wszystkiemu, co teraz chcesz
udowodnić.
Wróciłam! Jestem na IV semestrze, to mogłam znów zacząć pisać. Cieszycie się? :)
Na następny zapraszam za tydzień.
uwielbiam. uwielbiam uwielbiam. :)
OdpowiedzUsuńOwww Yeaah! Wiesz, jak bardzo mi Ciebie brakowało? Zostawiać nas na tyle czasu toż to skandal. Właśnie teraz miałam wejść i spytać, kiedy napiszesz, a tu news. Oczom nie wierzyłam, ale strasznie się cieszę. Przejdę do rozdziału. Na lotnisku nie spodziewałam się Harry'ego. Przez chwilę myślałam, że to może Horan, ale nie. W sumie, to dobrze, że Styles postanowił wkroczyć do akcji. Najgorsze jest to, że nie została. Nie tracę jednak nadziei, że może się wycofa, w ostatniej chwili wróci do nich? Nie wiem, ale jestem pewna, że Horan na pewno będzie próbował ją odzyskać. A może poleci za nią? Zadaję za dużo pytań. Przymykam się.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się i pisz, pisz!
Weny.
Wbiłam tu jeszcze raz. Przepraszam, że tak tutaj zawracam Ci głowę, ale po prostu urzekł mnie nowy szablon. Jak znudzi mi się aktualny na moim, to może wykonałabyś dla mnie? Masz ogromny talent.
UsuńDobra, już nie będę się odzywać. Czekam niecierpliwie na news!
Cieszymy sie, ale... Nie moge pisać tak mnie zszokowałaś... Okej, przeczytam to jeszcze razz.. ;)
OdpowiedzUsuńJak mi Ciebie brakowało i tych twoich rozdziałów! Cieszę się, że jesteś na IV semestrze oraz gratuluję! Ale wracając do rozdziału... Niall dlaczego to Ty nie poszedłeś za nią? Na pewno inaczej by się to potoczyło, a nie Harry. Kurczę musisz o nią zawalczyć skoro ją kochasz, dupku! Weź się w garść i postąpić tak jak ci serce mówi! I wcale nie dziwie się Juls każda z nas tak by się właśnie poczuła. Mam cichutką nadzieję, że jednak wróci, zrezygnuje i da szanse naszemu blondynkowi. :) /sensitive-touch/
OdpowiedzUsuńWróciłaś! :)
OdpowiedzUsuńNowy rozdział.. wspaniały :)
Oby notki jak najczęściej! :)
www.ho-run.blogspot.com
w końcu :D
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie i genialny rozdział! ;D
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział. Czekam na kolejny;))
OdpowiedzUsuńGenialnie ! < 3
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie ! :))
http://love-is-escape.blogspot.com/